Człowiek jest tym, co myśli.

Świeciło słońce, była 7.15 rano, biegiem mijałam kobietę, która szła nie widząc świata. Jej makijaż równie dobrze mógł mieć dwa dni, co być zrobiony drążącą ręką. Piła piwo z puszki. Drugie miała w kieszeni.
Pod sklepem beżowy labrador imieniem Ptyś, skakał na ile mógł wysoko, by udało mu się złapać kawałki psiakowych ciasteczek, które dla zabawy podrzucał mu jego właściciel.
Na ławce pod kwitnącym kasztanem spał zniszczony człowiek w brudnym dresie. Być może bezdomny. Właściwie nie spał. Siedział z zamkniętymi oczami i kiwał się nieprzytomnie w przód i w tył.
Za kasą w Biedronce, do której weszłam po kilka drobiazgów pracował młody chłopak. Uśmiechnął się wołając do wydłużającej się kolejki obok „zapraszam do kasy”, uśmiechnął się, gdy podeszłam, gdy prosił o płatność i na do widzenia, życząc miłego dnia.
Nie czytam w myślach. Ale mogę Ci powiedzieć, co każdy z nich miał w głowie.
Pani z piwem wydawało się, że to jest dobre, by z samego rana wprowadzić się w stan, który oddziela ją od własnej świadomości. Właściciel labradora był szczęśliwy, bo robił coś dla kogoś, nie dla siebie. Pan na ławce mógł myśleć, że w życiu nie czeka go już nic więcej poza losem pozbawionego możliwości człowieka. Kasjer ze sklepu mógł postanowić, że zrobi dzisiaj wszystko, by jak największą ilość ludzi zainspirować, by mieli wspaniały poranek.
Co ja myślę?
Że warto było wstać rano, niech ten dzień będzie najdłuższym na świecie. Szkoda, by był krótki.